Niektóre uzależnienia nie pachną alkoholem, nie zostawiają śladów na skórze i nie budzą alarmu sąsiadów. Przychodzą po cichu, najczęściej z dźwiękiem powiadomienia, migotaniem ekranu albo obietnicą „jeszcze jednej rundy”. Rodzice długo próbują tłumaczyć sobie, że to etap, moda, współczesność, że przecież każdy dziś patrzy w telefon trochę za długo. A potem nagle okazuje się, że rozmowy zostały zastąpione komunikatorami, sen ustąpił miejsca nocnym sesjom gamingowym, a codzienność zaczęła przypominać życie prowadzone na kablu do ładowarki. Właśnie w takich momentach pojawia się miejsce, które nie krzyczy, nie moralizuje i nie obiecuje cudów w trzy dni - tylko działa.