Materiały partnera
Leasing przez lata urósł do rangi synonimu sprytnego finansowania. Wiele firm sięga po niego z przekonaniem, że to zawsze najlepszy sposób na rozwój, ale w praktyce bywa jednak różnie. Czasem ta forma finansowania nie tylko nie pomaga, ale potrafi wciągnąć przedsiębiorcę w zobowiązania, które szybko zaczynają ciążyć.
Zdarza się, że doradca, zamiast naciskać na podpisanie umowy, powinien po prostu zapytać: czy to na pewno dobry moment? Leasing ma sens wtedy, gdy jest elementem strategii, a nie, kiedy jest impulsywną decyzją. Warto więc wiedzieć, w jakich sytuacjach lepiej odpuścić, zanim decyzja o nowym aucie lub sprzęcie stanie się źródłem problemów.
Leasing to zobowiązanie. I choć na pierwszy rzut oka może wydawać się mało problemowe, szczególnie gdy rata jest atrakcyjnie niska, to nadal dług, który trzeba regularnie spłacać. Jeśli w firmie nie ma stabilnych przychodów, a rezerwy finansowe są symboliczne, to pierwszy poważniejszy przestój może skończyć się kłopotami.
Wielu przedsiębiorców zakłada, że „jakoś to będzie”. Niestety, gdy wpływy nagle się kurczą, leasingodawca nie czeka cierpliwie na lepsze czasy. Umowę trudno rozwiązać bez kosztów, a wcześniejsze zakończenie oznacza dopłatę wszystkich pozostałych rat. Sprzęt czy samochód często i tak wracają do finansującego, a firma zostaje z niczym - poza stratą kapitału i punktami w historii kredytowej.
Zanim więc zdecydujesz się na leasing, spójrz na swoje finanse z dystansem. Jeśli brakuje ci bufora, nie masz zapasu gotówki na kilka miesięcy, a przychody są zależne od sezonu, warto wstrzymać się z decyzją.
Początki w biznesie to mieszanka entuzjazmu i chaosu. Chcesz działać szybko, kupić sprzęt, auto, ruszyć z miejsca i jest to zupełnie naturalne. Ale właśnie wtedy najłatwiej podjąć decyzję, która później zaczyna ciążyć. Leasing wydaje się wtedy prostym sposobem na start - bez angażowania dużych pieniędzy, bez ryzyka związanego z kredytem.
Jednak jeśli firma istnieje od tygodnia, nie ma jeszcze klientów ani stałych przychodów, leasing staje się ryzykownym eksperymentem. Nowy przedsiębiorca często nie ma historii kredytowej, a to oznacza gorsze warunki: wyższy wkład własny, krótszy okres umowy i mniej korzystne oprocentowanie. W praktyce więc zamiast pomóc, leasing potrafi spowolnić rozwój - zwłaszcza gdy miesięczna rata zaczyna pożerać większą część przychodu. Nie chodzi o to, żeby zniechęcać do finansowania zewnętrznego, a raczej o to, by dopasować narzędzie do etapu, na którym się znajdujesz. Czasem lepiej kupić tańsze auto lub używaną maszynę, a leasing rozważyć dopiero wtedy, gdy firma zacznie pracować na stabilnych obrotach.
Nie ma nic złego w chęci posiadania fajnego auta czy nowoczesnego sprzętu. Problem zaczyna się wtedy, gdy decyzja o leasingu wynika głównie z potrzeby pokazania, że firma „dobrze prosperuje”. Zdarza się, że przedsiębiorca bierze w leasing samochód klasy premium, choć jego działalność jeszcze nie przynosi stabilnych zysków, bo chce „wyglądać profesjonalnie”. W praktyce jednak takie decyzje często mają więcej wspólnego z emocjami niż z kalkulacją.
Leasing nie jest narzędziem do budowania wizerunku. To forma finansowania, która ma pomóc w pracy, a nie w podbijaniu ego. Auto, komputer, maszyna - wszystko to powinno mieć swoje uzasadnienie w planie biznesowym. Jeżeli przedmiot leasingu nie generuje przychodów, tylko pochłania pieniądze, to znak, że kierunek został źle obrany.
Wielu doradców spotyka się z klientami, którzy po roku takiego „reprezentacyjnego” leasingu żałują decyzji. Wysokie raty, drogie ubezpieczenie, opłaty serwisowe - wszystko razem potrafi mocno obciążyć firmowy budżet, a wtedy leasing jest bardziej balastem niż wsparciem.
Leasing daje sporo luzu, ale nie pełną wolność. To wciąż umowa, która określa, co możesz, a czego nie. Dla części przedsiębiorców to zupełnie naturalne, dla innych może być jednak trudne do zaakceptowania.
Niektórzy lubią mieć poczucie, że sprzęt, którym pracują, jest w stu procentach ich własnością. Chcą go modyfikować, sprzedawać, przerabiać po swojemu. W leasingu nie wszystko jest dozwolone; takie rzeczy jak zmiana koloru auta, dodatkowe wyposażenie czy tuning często wymagają zgody leasingodawcy. To samo dotyczy wcześniejszej sprzedaży lub cesji. W efekcie nawet drobne decyzje potrafią ciągnąć się tygodniami i kosztować więcej, niż się wydaje.
Nie znaczy to, że leasing jest sztywny. Większość firm leasingowych daje dziś sporo elastyczności - można dostosować raty, wydłużyć okres umowy, a nawet dobrać inny przedmiot. Mimo to pewien poziom kontroli zawsze pozostaje po stronie finansującego.
Jeśli więc cenisz maksymalną niezależność, działasz spontanicznie i nie lubisz formalnych ograniczeń, leasing może okazać się zbyt wiążący. Własność ma wtedy przewagę - choć bywa droższa, daje wolność decyzji bez pytań i zgód.
Nie każdy leasing opłaca się tak samo, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wygląda dobrze. Najczęściej widać to przy samochodach - od 2026 roku limit podatkowy dla aut spalinowych i większości hybryd spadł do 100 tysięcy złotych, więc przy droższych modelach część rat nie stanowi już kosztu uzyskania przychodu. To zmienia rachunek zysków i strat, bo leasing, który kiedyś pozwalał obniżyć podatek, dziś może po prostu zwiększać wydatki.
Podobnie bywa z innymi przedmiotami – maszynami, komputerami czy sprzętem biurowym. Gdy suma rat, prowizji i ubezpieczeń przewyższa realną korzyść podatkową, leasing przestaje być narzędziem optymalizacji, a staje się zwykłym finansowaniem, tyle że droższym w obsłudze.
Dlatego zanim podpiszesz umowę, dobrze jest wszystko dokładnie przeliczyć. Na stronie https://vleasing.pl/leasing/kalkulator-leasingowy/ znajdziesz kalkulatory dla różnych przedmiotów leasingu – można tam szybko sprawdzić, czy w Twoim przypadku to rozwiązanie faktycznie się opłaca.